piątek, 29 listopada 2013

RADOM: Chcą lepiej walczyć z przemocą w rodzinie.

W ubiegłym roku na terenie województwa ponad 7,5 tys. osób stało się ofiarami przemocy w rodzinie. Komenda Wojewódzka Policji w Radomiu zyskała nowe narzędzia, aby walczyć z tym zjawiskiem
Przemoc w rodzinie jest jednym z najpoważniejszych zjawisk patologicznych. Pokrzywdzeni ze strachu przed sprawcą czy ze wstydu przed sąsiadami boją się o tym mówić. Przez lata biernie znoszą agresję, znęcanie psychiczne czy fizyczne.

W ubiegłym roku ofiarami przemocy stało się 4,7 tys. kobiet, 2,1 tys. małoletnich i ponad 700 mężczyzn. Sprawcami w 94 proc. są właśnie panowie. Okazuje się też, że coraz częściej w rodzinach dochodzi do przemocy psychicznej (4,5 tys. przypadków) niż fizycznej (3,5 tys.). Przez dziesięć miesięcy tego roku wypełnionych zostało na terenie naszego województwa 4,7 tys. tzw. Niebieskich Kart, które dokumentują kolejne przypadki przemocy w danej rodzinie. W analogicznym okresie 2012 r. ta liczba była bardzo podobna. Od stycznia 2014 r. funkcjonariusze będą też gromadzić dane dotyczące przemocy ekonomicznej oraz podziału na płeć osób nieletnich stosujących przemoc.

Już od nowego roku mundurowi zyskają nowe narzędzia do szacowania ryzyka zagrożenia życia i zdrowia domowników.

- Trzeba pamiętać, że interwencja policji w rodzinie to bardzo emocjonalne zdarzenie. Od Nowego Roku funkcjonariusze podczas przeprowadzania wywiadu wypełnią formularz, który pomoże im jak najbardziej obiektywnie ocenić sytuację - mówi Marek Świszcz, zastępca komendant KWP w Radomiu. - Ma to podnieść skuteczność podejmowanych działań oraz zapewnić bezpieczeństwo pokrzywdzonym - dodaje. Kwestionariusze dotyczyć będą przemocy wobec dzieci i dorosłych. Pozytywna odpowiedź na niektóre z pytań będzie sugerować policjantowi, aby rozważył zatrzymanie sprawcy bądź odebranie dziecka.

- Formularze to rzecz zupełnie nowa. Będą stosowane w całej Polsce, obecnie przygotowujemy się do ich wprowadzenia. Pomysł został zaczerpnięty od Hiszpanów, ale dostosowany został do naszego systemu prawnego - mówi Świszcz.

Komenda Wojewódzka Policji w Radomiu rozpoczyna też pilotażowy program, który ma zmniejszać stres u maluchów w rodzinach, w których nie dzieje się najlepiej. Dzięki porozumieniu z Mazowieckim Centrum Polityki Społecznej i Fundacją "Dzieci Niczyje" przygotowano pluszowe misie. Maskotki będą rozdawane najmłodszym. Znajdzie się na nich logo z numerem bezpłatnego telefonu zaufania dla dzieci i młodzieży 116 111 i adres strony internetowej www.116111.pl. Projekt na razie będzie realizowany w dwóch losowo wybranych powiatach: węgrowskim oraz szydłowieckim. W tym ostatnim przez dziesięć pierwszych miesięcy 2012 r. zostało założonych około 50 Niebieskich Kart. W 2013 r. ta liczba jest analogiczna.

- Największa liczba przypadków dotyczy sytuacji, gdy ofiarami są kobiety i dzieci, a sprawcami mężczyźni. Może nie jest to zjawisko o dużej skali, ale każdy taki przypadek jest istotny - mówi Paweł Loranty, zastępca komendanta powiatowego policji w Szydłowcu. - Przez wiele lat problem ten leżał trochę na uboczu. Teraz jako policja cieszymy się, że w pomoc takim osobom zostały zaangażowane instytucje zewnętrzne. Nową jakość wprowadziła ustawa o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie - dodaje

Obecnie w dwóch wspomnianych powiatach odbywają się szkolenia policjantów m.in. z zakresu psychologii. Komendant Świszcz ma nadzieję, że w przyszłości maskotki będą mogli rozdawać wszyscy funkcjonariusze interweniujący w rodzinach, gdzie występuje przemoc.


http://radom.gazeta.pl/radom/1,48201,15028897,Chca_lepiej_walczyc_z_przemoca_w_rodzinie__Pomoze.html#ixzz2lxtjUXtw

Jak rozmawiać z dzieckiem o alkoholu?

Jak podaje Klinika Psychiatryczna Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, w Polsce wiek inicjacji alkoholowej obniżył się już do 10-11 roku życia. Spożycie alkoholu rośnie szczególnie gwałtownie wśród gimnazjalistów.

Nie czekajcie z rozmową, aż pociechy będą nastolatkami - radzą rodzicom specjaliści. Im wcześniej zaczniecie je uświadamiać, tym lepiej. Dzięki temu wasze dzieci z o połowę mniejszym prawdopodobieństwem sięgną po alkohol.

Od czego zacząć? Troska bez kontroli Dzieci, zanim zwierzą się ze swoich obaw, mają w zwyczaju testować rodziców, by przekonać się, czy i jak zareagują. Kiedy więc słyszycie: „A Jaś przemycił dziś do szkoły wódkę w butelce po wodzie i napił się z niej”, weźcie głęboki oddech i postarajcie się wysłuchać opowieści w spokoju. Zamiast wpadać w panikę i wykrzykiwać: „To straszne! Mam nadzieję, że chłopak się doigra!” – co zwykle zamyka jakąkolwiek dyskusję – lepiej wciągnąć pociechę w rozmowę. Jak? Warto zadać kilka pytań, które dadzą dziecku do myślenia: „Ojej, to mówisz, że on pił? A co zrobiły inne dzieci? Też próbowały? Co o tym sądzisz? Też chciałeś spróbować? Dlaczego tak, dlaczego nie? Jak myślisz, dlaczego Jaś to zrobił? Jak to się skończyło? Czy uważasz, że inne dzieci będą teraz naśladować Jasia? A ty, mógłbyś kiedyś zrobić coś takiego? Dlaczego tak, dlaczego nie? Czyja reakcja podobała ci się najbardziej?”

Nie jesteście w stanie kontrolować dziecka, gdy znika wam z oczu, możecie mu jednak pomóc wyrosnąć na osobę kierującą się zdrowym rozsądkiem i przekonaniami. Jednocześnie sami dawajcie przykład odpowiedzialnego podejścia do picia. A zamiast autorytarnie narzucać swoje poglądy, okazujcie troskę i zainteresowanie. Najlepiej zrobić to zadając pytania, które pomogą dziecku dojść do sedna sprawy, np.: Co byś zrobił, gdybyś był w samochodzie z pijanym kierowcą? Jak myślisz, kiedy dzieci są gotowe, aby spróbować alkoholu? Dlaczego twoim zdaniem dzieci chcą próbować alkohol? Znasz jakieś dzieci, które próbowały już alkohol, co o nich sądzisz? Czy kiedykolwiek proponowano ci alkohol? Jak sobie wtedy poradziłeś, miałeś ochotę ulec pokusie? Masz pomysł, jak odmawiać i nie wypaść przy tym głupio?

auka z życia wzięta
Dzieci w wieku 4-7 lat uczą się głównie poprzez doświadczenie i jeszcze nie potrafią wyobrazić sobie tego, co może wydarzyć się w przyszłości. Dlatego, zdaniem specjalistów, rodzice powinni prowadzić rozmowę o alkoholu „tu i teraz” i odnosić się do spraw, które pociechy znają i rozumieją. Zachęćcie dzieci do zadawania pytań - pretekstu może dostarczyć obejrzana (w telewizji lub na bilboardzie) reklama jakiegoś trunku. Wykorzystajcie to, że kilkulatki zaczynają żywo interesować się tym, jak „działają” ich ciała - nadarza się znakomita okazja, aby porozmawiać o tym, jak utrzymać dobry stan zdrowia i unikać szkodliwych substancji. Opowiedzcie, jak alkohol wpływa na naszą zdolność widzenia, słuchania i poruszania się, jak zmienia sposób, w jaki odczuwamy. Podajcie przykłady: że przez picie trudno stwierdzić, czy woda w jeziorze jest głęboka albo czy samochód jedzie za szybko. A poza tym, przez alkohol ludzie mają nieświeży oddech i okropnie boli ich głowa! Z badań wynika, że wiek szkolny stanowi kluczowy moment dla decyzji dziecka dotyczących alkoholu. Spożytkujcie ciekawość dziesięciolatka, który lubi poznawać różne fakty (zwłaszcza te dziwne) i chętnie odkrywa, jak „funkcjonuje” świat. Omówcie z dzieckiem sprawy dotyczące alkoholu, np. skutki picia długo- i krótkoterminowe oraz konsekwencje, jakie będzie ponosić rozwijający się, młody organizm.
W rozmowie dobrze jest posłużyć się też konkretnym przykładem, np. gdy w waszej okolicy (lub wśród znajomych) dojdzie do wypadku z udziałem pijanego nastolatka. Można wówczas powiedzieć: „To takie tragiczne... Alkohol nie jest dla dzieci… Ich ciała i umysły zupełnie z nim sobie nie radzą. Właśnie dlatego prawo nie zezwala nieletnim na picie. Jeśli rezolutna pociecha zapyta: „A dlaczego dorosłym wolno pić? Przecież oni też powodują wypadki!”, odpowiedzcie wtedy: „Masz rację, kochanie. Nikt nie powinien pić i prowadzić. Dlatego niektórzy dorośli decydują się nie pić - tak, jak ciocia Basia. Zauważyłeś pewnie, że nie pije wina, kiedy przychodzi do nas na niedzielny obiad? Dokonuje odpowiedzialnego, świadomego wyboru. Gdy dzieci próbują alkoholu, potem jako dorośli częściej nie potrafią radzić sobie z piciem. To jeden z dobrych powodów, żeby zaczekać do pełnoletności”.

http://dzieci.pl/kat,1024265,title,Jak-rozmawiac-z-dzieckiem-o-alkoholu,wid,16207821,wiadomosc.html?smgputicaid=611c04

czwartek, 28 listopada 2013

Już jest, miś pomocnik, czyli pomagier komitetu

Od wielu miesięcy oczekiwane dziecko Komitetu Ochrony Praw Dziecka w Gdańsku już się urodziło! To Miś Pomocnik projekt naszego zespołu wykonany dzięki firmie http://entera.pl z Pruszcza Gdańskiego. Teraz więcej dzieci i dorosłych będzie mogło uzyskać pomoc od Miśia, oczywiście naszymi rękami, ale nie mów tego naszemu Misiowi bo będzie mu smutno i będzie płakał. 

Zapraszam cię do odwiedzenia strony Miśia Pomocnika pod adresem www.mispomocnik.pl zobacz jak można pomóc albo jak można uzyskać pomoc.
HEJ

środa, 27 listopada 2013

„Eurosieroty” - wychowanie bez rodziców

„Eurosieroty” – to nowe słowo określa zjawisko znane nie od dziś, ale nasilone przez współczesną masową emigrację zarobkową. Co przeżywają dzieci rodziców pracujących „na wyspach”?


W XXI w. mamy do czynienia ze szczególną odmianą osierocenia – tzw. euro-sieroctwem. Zjawisko to zaczęło pogłębiać się w chwili, gdy Polska wstąpiła do Unii Europejskiej. Otwarcie granic dla pracy za granicą umożliwiło masowe wyjeżdżanie rodzin czy samych rodziców. Pogoń za pieniędzmi, potrzeba godnego życia, brak pracy w Polsce – to główne powody osób, które decydują się na pozostawienie swoich dzieci, by wyjechać za granicę do pracy. Konsekwencje tych decyzji widoczne są już teraz. CBOS i MEN przeprowadzały w ostatnich latach badania nad skalą tego problemu. Wiadome jest, że duża część społeczeństwa doświadcza euro-sieroctwa, a jeszcze więcej przypadków nie zostało przebadanych czy nawet ujawnionych.

Sam fakt rozprzestrzeniania się tego problemu niesie za sobą sporo konsekwencji. Jedną z nich jest brak uregulowań prawnych dla osób sprawujących opiekę nad małoletnimi (chociaż plany nad zmianami w prawie istnieją). Najczęstszą formą przekazania opieki nad dziećmi jest pozostawienie ich dziadkom. A to wymusza na nich zmianę warunków mieszkaniowych i zasad obowiązujących w domu. Wymaga od najmłodszych zaakceptowania zaistniałej sytuacji, często bez uwzględnienia ich zdania i uczuć. Ten sposób w ostateczności może nieść za sobą nasilony okres buntu, agresji wobec siebie jak i wobec innych, czy też ucieczkę przed problemem np. w używki, wagary czy też z domu.

Taki system obronny najmłodszych jest najczęstszym obrazem, jaki obserwują pedagodzy. Nieletni tak już mają, że zwykle wybierają tę gorszą formę zwrócenia na siebie uwagi. Nie należy jednak brać tego za pewnik. Istnieją sytuacje, dla których zmiana warunków zamieszkania i zasad obowiązujących w życiu wychodzi na dobre. Bywa, że dzieci są wówczas bardziej dopilnowane niż dotychczas, lepiej zorganizowane i otrzymują więcej czasu po szkole. Jednak nic i nikt nie jest w stanie zapewnić dzieciom takiej miłości jaką dają rodzice.

Kolejną konsekwencją euro-sieroctwa (ale i każdego rodzaju sieroctwa) są zmiany występujące w rozwoju osobowości dzieci. Samotne, „porzucone” dzieci mają często trudności w nawiązywaniu i utrzymywaniu kontaktów. Najczęstsze obserwowane objawy to popadanie najmłodszych ze skrajności w skrajność. Są dzieci, które przechodzą etap „lepkości uczuciowej”, czyli posiadają silną potrzebę fizycznej bliskości z dorosłymi. Przejawiają to w ciągłym „wieszaniu się” na dorosłych, czyli bardzo częste przytulanie się, całowanie. Nieprawidłowo zaspokojona potrzeba bliskości może przejawić się też izolacją. Objawia się ona wówczas wyczuwalnym i okazywanym przez dziecko chłodem, niekiedy agresją lub obojętnością.

Uwzględniając u takich dzieci niedojrzałość emocjonalną powiązaną z niedojrzałością intelektualną łatwo zrozumieć, że niesie to za sobą wiele problemów. Dzieci z tego typu problemami wymagają intensywnej obserwacji, reagowania w odpowiednim momencie - i do tego skutecznie. W przeciwnym przypadku może dojść do zachowań agresywnych lub autoagresywnych, ale również może przyczynić do apatii, bierności, depresji, braku samodzielności.

Gdy rozstanie jest konieczne…

Czy istnieje w ogóle jakiś schemat prawidłowo przeprowadzonego rozstania z dzieckiem? Najlepszym rozwiązaniem byłoby nie dopuszczać w ogóle do rozstania. Jednak jeżeli jest to niemożliwe, z różnych poważnych względów, warto pamiętać o kilku przydatnych zaleceniach:

- zanim podejmiesz decyzję o wyjeździe, przemyśl wszystkie za i przeciw,

- porozmawiaj z najbliższymi, z dziećmi również, o twoich rozważaniach,

- ustalcie wspólnie formę opieki, zasady odwiedzin, kontaktowania się itp.,

- przygotowujcie stopniowo najmłodszych do zamieszkiwania u dziadków (jeżeli taką formę wybierzesz) np. poprzez pozostawianie go na jedną, dwie noce w trakcie jeszcze twojego pobytu w domu,

- zapewniaj swoje pociechy o swojej miłości, bliskości, jak i o tym, że zawsze będzie mogło się z tobą skontaktować, gdy tylko będzie tego potrzebowało. Może wydaje się oczywiste, jednak należy najmłodszych o tym zapewniać,

- dotrzymuj słowa, które wcześniej dałeś dziecku,

- jak tylko możesz, w wolne dni zabieraj dziecko do swojego nowego miejsca zamieszkania,

- poinformuj wychowawczynię, pedagoga swojego dziecka o swoich planach. Pozostaw numery kontaktowe do siebie, by w każdej niepokojącej sytuacji opiekunowie mogli się z Tobą skontaktować.

Każdy rodzaj rozstania z dziećmi jest trudny zarówno dla dorosłego, jak i dla najmłodszych. Jednak niekiedy życie wymaga od dorosłych podjęcia tak trudnych decyzji. Życzę, aby trzeba było podejmować ich jak najmniej.

Urszula Rogalska - pedagog, terapeuta, animator zabawy
http://www.egodziecka.pl/Eurosieroty-%E2%80%93-wychowanie-bez-rodzicow.html

Żal mi dzieci nieutulonych. Nie każda pieszczota to czyn pedofilny

- Opinia publiczna zbyt łatwo kwalifikuje jako czyn pedofilny każdy, nieco odstający od normy kontakt dorosłego z dzieckiem. W ramach histerii wyklucza się wszelkie objawy serdeczności, czułości. Praca pedagogów staje się niemożliwa - ostrzega uznany pediatra, seksuolog i pedagog prof. Andrzej Jaczewski.
Małgorzata Bujara: W przygotowywanej pracy "Pół wieku badań i refleksji na temat seksu dzieci i młodzieży" pisze Pan o "powszechnej histerii" wokół pedofilii. Naprawdę przesadzamy?

Prof. Andrzej Jaczewski*: Trochę tak. Pedofilia była zawsze i pewnie zawsze będzie. Nikt nie wie dlaczego. Trzeba to przyjąć do wiadomości i dążyć do zmniejszenia negatywnych skutków tych czynów. Ale nie zrobimy tego poprzez histeryczne reakcje. Tymczasem wzorujemy się na Stanach Zjednoczonych, a tam mnożą się oskarżenia wobec osób publicznych, księży katolickich, polityków. Często ich podłożem jest chęć uzyskania ogromnych odszkodowań. Wystarczy, że dwie nieuczciwe osoby zmówią się i dla zdobycia pieniędzy kogoś oskarżą. Obronić się przed takim zarzutem jest bardzo trudno. Ponadto temat pedofilii jest szansą na zaistnienie dla polityków. Wytwarzają atmosferę histerycznej walki.

Trudno nie reagować ostro, kiedy słyszymy o drastycznych przypadkach...

- Opinia publiczna zbyt łatwo kwalifikuje jako czyn pedofilny każdy, nieco odstający od normy kontakt dorosłego z dzieckiem. W ramach histerii wyklucza się wszelkie objawy serdeczności, w tym wyrazy czułości. A wychowanie bez czułości ze strony dorosłego jest groźne dla rozwoju dzieci.

Oczywiście, że są przypadki obrzydliwe, tragiczne, ale jest też wiele takich historii, które trudno zakwalifikować jednoznacznie. Pamiętam sprzed lat taką historię na warszawskim Żoliborzu. Dyrektor pewnej szkoły przychodził do harcerek i je podmacywał. One chichotały, uważały to za jakieś dziwactwo. Zareagowała starsza druhna. Oskarżyła go o zachowania pedofilne. Została powołana biegła psycholog. Orzekła, że oskarżenia są nieprawdziwe, że dziewczęta konfabulują. Nieoczekiwanie ten dyrektor się przyznał. Powiedział, że nigdy wcześniej nie miał takich skłonności, ale na starość "mu się tak porobiło". Jak widzi dziewuszkę w krótkiej sukience, to nie może się powstrzymać. Sam stwierdził, że już więcej do szkoły nie pójdzie, przeszedł na emeryturę.

Ta historia ma parę ciekawych elementów. Po pierwsze, same dziewczęta to lekceważyły, nie było to dla nich wielkim problemem. Po drugie, mamy tu do czynienia z pedofilią starczą, zastępczą. Wybór dziecka jako podmiotu seksualnego jest tu podyktowany głównie niemożnością podjęcia relacji seksualnych wobec osób dorosłych. Kolejny aspekt to pomyłka pani psycholog. Znałem ją, była bardzo mądrą i zaangażowaną specjalistką. A jednak się pomyliła.

Pan podaje przykład "łagodnego" pedofila. Ale są i bestie. Może należy nawet przesadzić w środkach zaradczych, aby obronić dzieci?

- Już się zbliżamy do wzorca amerykańskiego. A tam w końcówce lat 80. został wprowadzony zbiór "przykazań" dla pedagogów: "1. Nigdy nie zabieraj dziecka swoim samochodem, nawet w sytuacjach wyjątkowych; 2. Nigdy nie zabieraj dzieci na wycieczki poza szkołę bez obecności przynajmniej dwóch rodziców; 3. Nigdy nie chodź z dzieckiem sam do łazienki; 4. Nigdy nie dotykaj dzieci poza przypadkami dotykania ramienia dziecka, kiedy kierujesz je na jego miejsce; 5. Nigdy nie przytulaj dzieci, nie całuj ich ani nie poklepuj po pupie: nie pozwalaj uczniom na to, aby cię całowali lub przytulali się do ciebie; 6. Nie wpuszczaj uczniów do własnego domu; 7. Zawsze opisuj w swoich dokumentach każde fałszywe oskarżenie dziecka wobec ciebie takie jak: jest pan podły dla mnie, nienawidzi mnie pan; 8. Zawsze odprowadzaj dziecko od razu do pielęgniarki szkolnej, jeżeli zrani się lub źle poczuje".

Jeżeli się wymaga od pedagogów takich zachowań, to ich praca staje się niemożliwa. Przecież pieszczoty i dotyk są niezbędnym elementem rozwoju dziecka.

Co pan opowiada? Jakie pieszczoty? Dlaczego matematyk ma moje dziecko głaskać po pupie?

- Dozwolone są wszystkie formy dotyku, które akceptuje zarówno dziecko, jak i dorosły. Poza oczywiście masturbacją. Bo jeżeli ktoś dziecko masturbuje, to nie są już pieszczoty, tylko stosunek płciowy, w formie pettingu. Jeżeli dziecko się przytula, jeśli prosi, żeby je głaskać - należy to robić.

Rozumiem - rodzic. Ale żeby głaskał nauczyciel?!

Jak często powinniśmy czytać dziecku?

Czas spędzony na czytaniu zawsze przynosi korzyści naszej pociesze oraz nam jako rodzicom. Jak przekonują specjaliści, warto zadbać, by było go jak najwięcej, ale niekoniecznie na raz…

Z badań przeprowadzonych swojego czasu przez CEBOS wynika, że 37% rodziców czyta swoim dzieciom „w zasadzie codziennie”, a 38% kilka razy w tygodniu. Niestety aż jedna czwarta mam i tatusiów robi to tylko od święta lub wcale… tymczasem specjaliści przekonują, że kontakt dziecka z książką już od wieku prenatalnego jest niezwykle ważny i powinien być jak najczęstszy! Nie trzeba wcale szukać w księgarniach nie wiadomo czego i spędzać godzin na literowaniu od deski do deski…


Dla dzieci bardzo ważny jest stały rytm dnia określony rytuałami takim jak codzienne czytanie. – przekonuje Lek. med. Edyta Sienkiewicz-Łatka - Myślę, że czytanie/śpiewanie dziecku w każdym wieku, każdego dnia ma pozytywny wpływ na rozwój jego mózgu i mowy. Z pewnością dobrze by teksty dla najmłodszych były krótsze i charakteryzowały się prostotą.


Dlatego powinniśmy zadbać o to, by nasz maluch posiadał swoją biblioteczkę z ulubionymi opowiadaniami oraz wierszami i każdego dnia znaleźć przynajmniej kwadrans na ich przekazywanie. Duże historie dzielmy wówczas na części, co sprawi, że dziecko nie będzie mogło się doczekać dalszych losów poznanych właśnie bohaterów. Jest to znacznie lepsze niż np. czytanie przez godzinę raz w tygodniu. Dlaczego? Ponieważ długie obcowanie z książką może po prostu nudzić malucha, a jednocześnie być nużące dla rodzica.


Telewizja nie rozwija u dzieci myślenia i skraca ich przedział uwagi, wiele programów wywołuje lęki i niepokój oraz znieczula na agresję. Dlatego też powinniśmy codziennie dzieciom czytać np. bajki. – zaznacza z kolei Martyna Pacak w artykule „Dlaczego warto czytać dzieciom?” - Codzienne głośne czytanie jest szczepionką przeciwko wielu niepożądanym wpływom i zagrożeniom dla umysłu i psychiki dziecka ze strony współczesnej cywilizacji. Czytelnictwo jest jednym z bardzo ważnych źródeł oddziaływania na osobowość dzieci, młodzieży i dorosłych. W szczególności sprzyja w poznaniu świata, rozszerzaniu kręgu doświadczeń, rozwijaniu uczuć wyższych, kształtowaniu systemów wartości i postaw moralno-społecznych i estetycznych oraz wypełnianiu wolnego czasu. Jest więc - mimo rozwoju audiowizualnych środków masowego przekazu, nigdy nie wysychającym źródłem uczenia się przez całe życie.


Nie zapominajmy więc nigdy o codziennej, wspólnej chwili z dobrą literaturą. Z jednej strony wyciszymy dziecko po dniu pełnym wrażeń, z drugiej nawiążemy z nim bliższy kontakt i doskonale wpłyniemy na nasze relacje, które są bezcenne…

wtorek, 26 listopada 2013

Masz dziecko - masz tańszy kredyt

Masz dziecko, możesz mieć też mieszkanie lub dom na kredyt z większym rządowym dofinansowaniem. Sprawdziliśmy, jak posiadanie dziecka lub dzieci przekłada się na wysokość miesięcznej raty kredytu hipotecznego w ramach programu „Mieszkanie dla Młodych” i czy rzeczywiście odczuwalnie wspiera polskie rodziny w drodze do własnego „m”.


Zarówno dziecko, jak i mieszkanie na kredyt wiążą się z obciążeniem domowego budżetu na długie lata. Program „Mieszkanie dla Młodych” ma za zadanie zachęcić do kupna własnej nieruchomości i ulżyć młodym kredytobiorcom w kwestiach finansowania zakupu pierwszej nieruchomości. Od samego początku miał być programem wspierającym rodziny z dziećmi. W regulacji zostały wplecione elementy prorodzinne promujące osoby wychowujące dzieci lub te rodziny, które powiększą się w trakcie spłaty kredytu.

I tak, jeżeli o kredyt ubiega się osoba wychowująca co najmniej jedno dziecko, wówczas dopłata do kredytu wynosi 15 procent wartości nieruchomości. Osoby nie posiadające dzieci mogą otrzymać dopłatę niższą o 1/3, czyli 10 procent wartości nieruchomości. W sposób specjalny traktowane są także rodziny wychowujące co najmniej troje dzieci. W tym przypadku mogą one zakupić mieszkanie o powierzchni nie przekraczającej 85 metrów kwadratowych oraz dom o powierzchni nie większej niż 110 metrów kwadratowych. Są to wartości o 10 metrów kwadratowych wyższe, niż w przypadku pozostałych kredytobiorców.