wtorek, 31 grudnia 2013

Wybór odpowiedniej pasty do zębów potrafi przysporzyć bólu głowy każdemu. Kiedy jednak w grę wchodzi zakup pasty dla dziecka, powinniśmy zachować podwójną ostrożność. Pochopna decyzja w przy sklepowej półce, może skutkować nieprzyjemnościami i zagrożeniami dla zdrowia malucha.

Najważniejszym składnikiem większości past do zębów jest fluor. To dzięki jego obecności w paście, szkliwo zębów jest odporne na działanie szkodliwych kwasów i bakterii. Kłopot w tym, że fluor, podobnie jak wiele innych środków stosowanych w nadmiarze, może zaszkodzić nie tylko zębom, ale i zdrowiu. Osoby dorosłe nie mają się wprawdzie czego bać, w ich przypadku zagrożenie spowodowane fluorem w paście do zębów praktycznie nie występuje, jednak zupełnie inaczej wygląda to w przypadku małych dzieci, a zwłaszcza niemowląt.

- Dzieci do szóstego roku życia zwykle połykają pastę w czasie czyszczenia zębów, dlatego też przeznaczone dla nich pasty mają obniżoną zawartość fluoru, dostosowaną do wieku dziecka. Połykanie i przewlekłe spożycie fluoru może bowiem doprowadzić do groźnej choroby – fluorozy - tłumaczy lek. stom. Adrianna Badora z Centrum Implantologii i Ortodoncji w Brennej i przestrzega, aby maluchy nie przesadzały także z ilością pasty nakładanej na szczoteczkę, jak ma to często miejsce w reklamach. Między innymi z tego względu, większość szczoteczek dla dzieci, ma na środku, kolorowe włosie, wskazujące ilość pasty, jaka powinna zostać nałożona na szczoteczkę. Czyszczenie zębów odpowiednią ilością pasty, dostosowanej do wieku dziecka, sprawi bowiem, że nie będzie ono narażone na wystąpienie fluorozy.
Dawka fluoru zależna od wieku dziecka

Jak jednak odnaleźć się, w gąszczu dostępnych produktów na rynku i wybrać najlepszą pastę do zębów dla dziecka? – Rodzaj zalecanej dla dziecka pasty jest ściśle skorelowany z jego wiekiem. I tak pierwsza pasta do zębów, którą powinno się myć zęby dziecka już od około szóstego miesiąca życia, w ogóle nie powinna zawierać fluoru. W przypadku bardzo małych dzieci lepiej unikać także past, mających w składzie dwutlenek tytanu, a więc stabilizator koloru szkliwa oraz substancje barwiące i konserwujące – mówi dr Adrianna Badora. Lepiej jeśli zamiast sztucznych środków, pasta dla niemowlaka, jest oparta na naturalnych składnikach, takich jak żel krzemowy, żurawinowy czy ekstrakt z tymianku lub lukrecji. Ważne także, aby podczas kupna pasty zwracać uwagę czy posiada ona atest i czy jest przeznaczona dla niemowląt.

Pastę zawierającą fluor, można bez obaw wprowadzać, wraz z dorastaniem dziecka. – Gdy maluch skończy dwa lata i nie połyka już pasty, najlepiej zdecydować się na preparat o obniżonej dawce fluoru, czyli 250 – 500 ppm. Dla dzieci w wieku przedszkolnym najlepsza jest z kolei pasta, która ma około 900 ppm – tłumaczy dr Adrianna Badora i dodaje, że wraz ze skończeniem 8 roku życia, dzieci śmiało mogą korzystać z pasty przeznaczonej dla ich rodziców, w której stężenie fluoru wynosi 1000 – 1400 ppm. Wówczas najlepszą pastą wydaje się ta, którą dziecko polubi na tyle, że będzie ją stosować codziennie. Taka pasta musi przede wszystkim maluchowi smakować, odpowiadać konsystencją i być przyjemna w użyciu.
Regularna wymiana szczoteczki i wizyty kontrolne

Chcąc mieć jednak pewność, że zęby dziecka będą rozwijały się prawidłowo i nie zagnieździ się w nich groźna próchnica, należy również pamiętać o wymianie szczoteczki do zębów co 2-3 miesiące, a starsze dzieci zachęcić do stosowania nici dentystycznej. Co pół roku, warto także z dzieckiem odwiedzać stomatologa, ponieważ wiele chorób zębów przebiega bezboleśnie. Wprawne oko stomatologa, podczas wizyty kontrolnej, pozwoli wykryć wszystkie problemy we wczesnym ich stadium, co umożliwi prostsze, tańsze i skuteczniejsze leczenie.

Rodzice, którzy boją się zupy na ścianie, plam na koszulce i błota między zębami dziecka, wyrządzają swoim pociechom wielką krzywdę.

Czemu w niektórych ogłoszeniach o wynajmie mieszkania pisze się, że rodziny z małymi dziećmi nie są mile widziane? Bo wszyscy wiedzą, że kilkulatki mają niewiarygodną wprost zdolność do brudzenia wszystkiego dookoła… Kredki na ścianie, jedzenie na suficie, plamy nie do sprania, pół pokoju wysmarowanego pastą do zębów lub miód we włosach… Kto ma małe dziecko z pewnością dorzuci do powyższej listy inne ciekawe pomysły na walkę dziecka z porządkiem świata. Nie ma w tym jednak zwykle złośliwości ze strony maluchów, ale raczej beztroska, nieskrępowanie, temperament i ciekawość świata – atrybuty, których żaden człowiek wstydzić się nie powinien.

O zachowaniu się przy stole W dorosłym świecie nie lubimy zwykle ludzi jedzących niechlujnie, siorbiących, mlaszczących i maczających rękawy w talerzu z zupą. Niestety, wysokie standardy gastronomicznego savoir vivre’u przenosimy czasem już na kilkumiesięczne maluchy, które dopiero rozpoczynają swoją przygodę z jedzeniem. Twoje dziecko będzie miało trudności w relacjach z ludźmi Wiele jest mam i babć, które każde karmienie papką ze słoiczka akompaniują ciągłym obcieraniem buźki niemowlaka, wycieraniem tacy i rączek po każdej kropelce, która nie trafiła do buźki. Dla małego człowieczka to źródło irytacji (kto by chciał mieć ciągle szorowaną twarz?) i pierwszy sygnał, że jedzenie to nic przyjemnego.

Potem obsesyjnie czepiamy się jedzenia sztućcami, niebawienia się przy stole, nierobienia bałaganu wokół talerza… W efekcie rosną niejadki i dzieciaki traktujące każdy posiłek jako kolejny element przykrej dyscypliny. Wyobraźnia na talerzu Obserwacje związane z systemem samokarmienia się kilkumiesięcznych niemowląt (tzw. „Baby Led Weaning”), jasno dowodzą, że im większą dziecko ma swobodę w badaniu pokarmów, tym większa radość i ochota do jedzenia. Bo dla maluchów liczy się nie tyle wartość odżywcza obiadu, co smaki, zapachy, kolory, konsystencje i kształty. Badając wszystko rączkami, buzią i noskiem, owszem, robią dużo bałaganu, ale też rozwijają swoją ciekawość i zmysły. Nawet starsze dzieci, które wykorzystują talerze z zupą do morskich zabaw, a z ziemniaczanego puree robią fortece, korzystają z braku manier rozwijając swoją wyobraźnię i otwartość wobec nowych potraw. Nieustanne ganienie ich to najprostsza droga do znienawidzenia rodzinnych posiłków i odżywania się potem batonami i zapiekankami. Owszem, stopniowo warto jest zaznajamiać dziecko ze sztuką jedzenia sztućcami i podstawowymi zasadami dobrego zachowania przy stole, ale nie ma tutaj ani presji, ani pośpiechu. Najpierw niech maluch pokocha jeść – i szpinak, i rybę, i kuskus - i przywiąże się do zwyczaju rodzinnych obiadów czy kolacji, a potem można myśleć o manierach.

http://dzieci.pl/kat,1024261,title,Brudne-dziecko-to-szczesliwe-dziecko,wid,16292151,wiadomosc.html?smgputicaid=611f09

poniedziałek, 23 grudnia 2013

Najserdeczniejsze życzenia - Drodzy Przyjaciele



Z całego serca życzymy Wam, aby święta Bożego Narodzenia, były radosnym przeżywaniem miłości, którą znajdujemy w gronie naszej rodziny. Niech Dar ciepłego czasu, który otrzymujemy przy stole , rozbudzi w Was nowy entuzjazm oddania swojego życia na służbę siostrom i braciom, wśród których żyjecie.
Miejcie w sercach radość, jaką nam przynosi ten świąteczny czas!  Jeśli bowiem przyjęliśmy Miłość nadającą sens i cel całemu naszemu życiu, to z zapałem i pasją dzielmy się tym z innymi.

Wesołych Świąt

Zespół Wolontariuszy Komitetu

środa, 18 grudnia 2013

Latanie samolotem z dzieckiem

Coraz częściej podróżujemy z dziećmi. Dla malucha taka wycieczka to nie lada wyzwanie, dlatego prezentujemy mały przewodnik krok po kroku jak przygotować rodzinę na wspólną wyprawę. Latanie samolotem z dziećmi może być przyjemnością!



 Latanie samolotem staje się dla rodzin czymś naturalnym. To zdecydowanie wygodniejszy środek transportu niż samochód, czy pociąg, a przede wszystkim podróż samolotem jest o wiele krótsza, co ma kluczowe znaczenie, zwłaszcza w przypadku małych dzieci. Co zrobić, żeby wspólne latanie samolotem z dzieckiem było komfortowe?

Zabierz odpowiednie dokumenty
Lista dokumentów nie jest długa, ale bywają one trudne do zdobycia. Przede wszystkim wiele krajów wymaga, by maluch posiadał swój indywidualny paszport z odpowiednio wykonanym zdjęciem (wymiar: 35/45 mm, białe tło, twarz wyśrodkowana, usta zamknięte, oczy otwarte). Niestety maluch nierzadko nie chce współpracować z fotografem i zdobycie takiego zdjęcia wymaga czasu. W przypadku niemowlęcia niekiedy potrzebny jest list od lekarza zezwalający na podroż z dzieckiem. Jeśli podróżujemy nie ze swoim dzieckiem musimy także posiadać odpowiednie upoważnienie od rodziców.

Usadź malucha i korzystaj ze zniżek
Sprawa usadzenia dziecka jest bardzo skomplikowana. Praktycznie co linia to inne dyrektywy, dlatego przed odlotem upewnij się jak siedzieć będzie Twoje dziecko i jak wygląda sprawa fotelika. Uogólniając, dziecko do 6 miesiąca życia siedzi na kolanach rodzica przypięte specjalnym pasem. Dzieci od 6 miesiąca do 3 roku życia powinny siedzieć w foteliku. Niektóre linie zapewniają fotelik, inne sugerują zabranie własnego, jeszcze inne wyznaczają specjalne kryteria dla prywatnego fotelika. Musisz to koniecznie sprawdzić przed odlotem.
Niemowlęta do 10 kg mogą liczyć na specjalne łóżeczka (skycots). Warto dopytać o nie przy zakupie biletów, ponieważ w samolocie jest tylko kilka takich miejsc. Dzieci od 2 roku życia powinny zajmować własne miejsca.

Pamiętaj miejsca dla dzieci są limitowane!
Dlatego tez musisz zamówić bilety wcześniej, jeśli lecisz z dzieckiem. Niektóre linie oferują zniżki dla dzieci do 12 roku życia, jeszcze inne narzucają cenę taką samą jak dla dorosłego pasażera. Przewóz infanta (dziecka do 2 roku życia) bywa bezpłatny lub płatny jedynie w 10%.

Zabierz bagaż dziecka
Dzieciom, które mają swoje miejsce przysługuje normalny bagaż. Co w przypadku malucha trzymanego na kolanach? Tutaj kwestia zależna jest od przewoźnika. Bywa że linie oferują dodatkowy bagaż dla dziecka, ale nie jest to częstym zwyczajem. Z wózka natomiast można korzystać aż do czasu wejścia na pokład. Następnie zostanie on przechowany i oddany po przylocie.

Przyjedź wcześniej na lotnisko
Pamiętaj, że poruszanie się z dzieckiem zajmuje więcej czasu, dlatego wybierz się na lotnisko min. 30 minut przed czasem, który sugeruje przewoźnik. Podróżując z niemowlakiem, masz pierwszeństwo przy odprawie. Zwykle lotniska nie mają kącików zabaw, musisz więc zadbać we własnym zakresie, by dziecko się wybiegało przed odlotem. Zabawy ruchowe i oglądanie samolotów są doskonałym rozwiązaniem.

Przygotuj dziecko do startu
Jest wiele sposobów na złagodzenie objawów zmian ciśnienia towarzyszącym startom i lądowaniom. Wystarczy żucie gumy, czy ssanie cukierków. a także lizak, czy picie przez słomkę. Jeśli nie masz nic przy sobie delikatnie wdmuchuj dziecku powietrze przez uszy i potraktujcie to jako zabawę. W przypadku niemowląt skuteczny okazuje się smoczek.

Zadbaj o wygodę dziecka
Starsze dziecko ubierz w wygodne i ciepłe dresy, tak żeby czuło się komfortowo w każdej pozycji. Młodsze ubierz w ciepły polarowy pajacyk lub kombinezon. Zimą dobry ubiór jest szczególnie istotny.

Higiena na pokładzie
Przewoźnicy zazwyczaj zapewniają pieluszki, papierowe chusteczki, talk oraz inne podstawowe akcesoria do pielęgnacji małego dziecka, ale lepiej brać ze sobą własny zapas. Tak samo lepiej zaopatrzyć się w jednorazową matę do przewijania, bo nie zawsze można skorzystać w toalecie z odpowiedniej półki do przewijania.

Wybierz wcześniej posiłek dla dziecka
Posiłki dla dzieci zamów z wyprzedzeniem. Najlepiej zaraz przy zakupie biletów. Na pokładzie bez problemu zostanie podgrzane mleko, czy woda dla niemowląt. Karmienie starszych dzieci natomiast bywa kłopotliwe. Dziecku nie zawsze smakuje danie podane na pokładzie, dlatego najlepiej wziąć coś uprzednio przygotowanego ze sobą. Ważne są też drobne przegryzki: chrupki, pieczywo, batoniki, owoce.

Dzieci i jet lag
Dzieci znacznie lepiej znoszą różnice czasowe, zwłaszcza te z nich, które dużo śpią w dzień. Ważne żebyś po przylocie od razu dostosował pory karmienia i snu do czasu lokalnego. Program zwiedzania ułóż tak, by w pierwszych dniach po przylocie, spędzać jak najwięcej czasu na świeżym powietrzu, co pomoże w przestawieniu zegara biologicznego na czas miejscowy.

Sprawcy tej przemocy są najczęściej jej wczorajszymi ofiarami?

Nie trzeba wcale uderzyć dziecka, by trwale je okaleczyć. Despotyzm i surowe traktowanie wystawia najmłodszych na działanie tak silnego stresu, że jego skutek, odciśnięty w mózgu, pozostanie z nimi na całe życie. Dzisiejsi sprawcy tej przemocy są najczęściej jej wczorajszymi ofiarami. Te sceny mogą wydać wam się niepokojąco znajome: matka szarpie córkę za ramię w autobusie; w sklepie spożywczym ojciec wrzeszczy coś synowi prosto do ucha. Z prawnego punktu widzenia takiego zachowania nie określimy jeszcze mianem znęcania się: uznamy je raczej za przejaw surowego, despotycznego wychowania. Nieważne jakiej rasy jest rodzic, ani ile zarabia: takie podejście do dzieci można zaobserwować w każdej grupie społecznej.

Z badań wynika jednak, że ubożsi ludzie, zmagający się na co dzień z wyższym poziomem stresu, ponieważ znaleźli się w opresji z powodu braku pracy, głodu czy złych warunków mieszkaniowych częściej bywają despotyczni wobec swojego potomstwa. I to dzieci z uboższych środowisk częściej cierpią z powodu konsekwencji surowego wychowania, które dopiero teraz zaczynają być dla naukowców czytelne. Surowe wychowanie naraża najmłodszych na tzw. toksyczny stres, prowadzący do zmian w budowie i funkcjonowaniu dziecięcego mózgu.

Badacze przypuszczają, że właśnie z tego powodu potomstwo despotycznych rodziców częściej zachowuje się później w nieaprobowany sposób, a kto wie, czy ceną takiego dzieciństwa nie są również choroby somatyczne w przyszłości – w tym schorzenia serca. – To niezwykle istotne zagadnienie z zakresu zdrowia publicznego – zauważa Joan Luby, profesor psychiatrii z Washington University School of Medicine w St. Louis. Przebadawszy 145 dzieci powyżej 12. roku życia badaczka napisała artykuł o wpływie biedy na funkcjonowanie mózgu dziecka. (…) Surowe rodzicielstwo można by przyrównać do niszczycielskiego zatrucia organizmu ołowiem, twierdzi Daniel Taylor, pediatra z St. Christopher’s Hospital for Children w Filadelfii. Zwolennikami twardych metod wychowawczych są dorośli wyznający zasadę “rób, bo tak ci każę”, niebędący w stanie zrównoważyć tej brutalności ciepłem i wsparciem niezbędnym dla małego człowieka. Ich despotyzm sprawia, że u dzieci dochodzi do zwiększonego wydzielania kortyzolu, hormonu stresu, co ma fatalne skutki dla ich rozwijających się mózgów.

W efekcie często dochodzi do uszkodzenia ciała migdałowatego, części mózgu odpowiedzialnej za emocje. Dziecko staje się hiperaktywne, często wdaje się w bójki, cierpi z powodu deficytu uwagi i nie potrafi samo się uspokoić, wylicza Taylor. Toksyczny stres niekorzystnie modyfikuje hipokamp, uczestniczący w zapamiętywaniu, stąd u dzieci surowych rodziców biorą się problemy z pamięcią, co skutkuje również trudnościami z czytaniem i słabymi wynikami w testach szkolnych. Konkurs: Zimowe zagadki bałwanka Śniegusia Czas trwania konkursu: od 6 do 26 grudnia 2013 Konkurs Bałwankowa układanka Świąteczne zliczanie Jeśli u najmłodszych poziom toksycznych hormonów bywa podwyższony w sposób ciągły, u tych osób można spodziewać się podwyższonego ciśnienia, zwyżkującego poziomu cukru oraz przyspieszonego pulsu, co wystawia je w dorosłości na zwiększone ryzyko chorób serca, nie mniejsze niż u ludzi z wysokim poziomem cholesterolu, twierdzi pracownik socjalny Marcy Witherspoon, ekspertka z Filadelfii zajmująca się problematyką dziecięcą i rozwojem mózgu.

Taylor i inni podejrzewają, że w uboższych środowiskach takie okaleczanie za pomocą hormonu stresu jest bolączką przekazywaną z pokolenia na pokolenie. – Gdyby mózg dziecka został uszkodzony wskutek zatrucia ołowiem, właściciele skażonego mieszkania zostaliby pociągnięci do odpowiedzialności, a środowisko szybko oczyszczone z toksyn – zauważa Taylor. – Gdyby mózg dziecka został uszkodzony przez rtęć zawartą w wodzie, zajęłyby się tym odpowiednie służby. Ale kto odpowie za to, że tak wiele dzieci zostaje trwale okaleczonych przez toksyny biedy? Kto za to odpowiada i kto poniesie tego konsekwencje? My wszyscy. Zapłacimy wysoką cenę za to, że nie zadbaliśmy o prawidłowy rozwój tych dzieci. Dave cierpiał z powodu toksycznego stresu będąc dzieckiem wychowywanym w ubogim domu przez "matkę krzykliwą, przeklinającą, z obsesją na tle dyscypliny".

To dzieciństwo "kompletnie mnie rozwaliło", stwierdza po latach. Ten 31-letni mężczyzna, ochroniarz z Filadelfii, chce pozostać anonimowy, ponieważ obawia się, czy ujawnione nam informacje nie zaszkodziłyby mu w pracy. Ten samotny ojciec wychowujący dwójkę dzieci, czteroletnie i 18-miesięczne, zapisał się na warsztaty rodzicielskie prowadzone przez Witherspoon. – Matka stale mi powtarzała, że nic ze mnie nie będzie – opowiada. – Bywałem tym przybity. Obawiając się o to, by nie przekazać tego toksycznego dzieciństwa swoim dzieciom, Dave postanowił działać. – Są tylko dwie drogi wyjścia z sytuacji takiej jak moja – opowiada. – Albo staniesz się ofiarą i pozwolisz, żeby zapanowały nad tobą złe wspomnienia, albo staniesz się lepszy – na przekór wszystkiemu. Dave ma nadzieję, że rysując i pisząc wiersze udało mu się zakląć swoje demony i nie dopuścić do sytuacji, w której toksyczne dzieciństwo, jakie stało jego udziałem, zostanie przekazane w spadku jego dzieciom. – Jestem dumny z tego, że nawet w chwilach, gdy jestem na nich naprawdę wściekły, nigdy ich nie poniżam – opowiada mężczyzna. – Nigdy nie powiem im, że są źli, co najwyżej, że źle się zachowują. Potrafię nad sobą zapanować. Nie wszystkie dzieci z ubogich rodzin doświadczają toksycznego stresu. Niektórzy rodzice mimo problemów finansowych potrafią otoczyć potomstwo troską i miłościom stwarzając najmłodszym doskonałe warunki do rozwoju umysłowego. (…) Co więcej, myliłby się ten, kto sądzi, że rodziny z klasy średniej nigdy nie są źródłem toksycznego stresu dla dzieci. Kalifornijskie badanie z 1998 roku wykazało, w zamożniejszym środowisku także zdarzają się przypadki surowego rodzicielstwa.

Nowsza analiza sporządzona we wrześniu tego roku dla Instytutu Bezpiecznej Rodziny z Filadelfii wykazała, że aż 33 proc. dorosłych z tego miasta doświadczyło psychicznego dręczenia we wczesnych latach życia. Wydaje się jednak, że bieda koreluje z wyższymi wskaźnikami dziecięcej krzywdy. Źródłem stresu dla dziecka niekoniecznie będzie opryskliwość i gwałtowność rodzica. Zdarza się, że matki w całości skoncentrowane na zapewnieniu rodzinie minimalnych warunków do przetrwania nie są w stanie obdarzyć potomstwa ciepłem i troską, co również wpływa na najmłodszych w negatywny sposób, zauważa Bruce McEwen, neurobiolog z nowojorskiego Rockefeller University.

 Dla prawidłowego rozwoju psychiki dziecka rodzic powinien wchodzić z nim w interakcje na zasadzie “podaj, odbierz”: maluch mówi albo robi coś, dorosły zawsze reaguje, tak jakby obaj odbijali tenisową piłeczkę. Tylko taka dynamika rodzinna stwarza podstawy do wykształcenia się mowy i adekwatnego odczytywania i przeżywania uczuć, zauważa McEwen. Jeśli z jakichś powodów rodzic zrezygnuje z odbijania piłeczki, "emocjonalnie skrzywdzi dziecko". Ale nawet jeśli ból spowodowany toksycznym stresem jest wyjątkowo dotkliwy, to mamy dla was dobrą wiadomość: – Z tego można się wyleczyć – twierdzi Witherspoon. – Najlepiej, by w życiu malucha pojawił się wspierający dorosły, ktoś, kto w niego uwierzy. (…) Rodzicom, którzy wpadli w pułapkę surowego wychowania, zaleca się zmianę nawyków. Odtąd powinni raczej skupić się na tym, co ich dzieci robią dobrze i chwalić je za to, zaleca Witherspoon. Warto uzmysłowić dorosłym, że nawet jeśli dziś sami stali się źródłem toksycznego stresu dla potomstwa, to jest tak dlatego, że przed laty padli jego ofiarą. Wiedza o tym może pomóc im wyjść z błędnego koła. Rodzicom także należy się wsparcie i pomoc, podkreśla Witherspoon. Jeśli ktoś wyciągnie do nich rękę, być może przestaną wyładowywać swoje stresy na dzieciach. – Żeby coś dla nich zrobić, podchodzę i mówię: "Wiem, że czasem życie wydaje się bardzo trudne. Może chcielibyście o tym pogadać?".

http://kobieta.onet.pl/dziecko/male-dziecko/skrzywdzenie-dziecka-zlym-slowem/5v5h5

wtorek, 17 grudnia 2013

PAP: Rodzice mogą przyczynić się do depresji dziecka

"Pierwsze objawy depresji i lęku występują u dzieci w wieku 12 - 18 lat. Trudno ustalić, jak silnie styl rodzicielski wpływa na ryzyko rozwoju zaburzeń w porównaniu z innymi czynnikami, takimi jak prześladowanie przez rówieśników w szkole.
Z danych dostarczonych przez wiele badań płynie jednak wniosek, że rodzice odgrywają tu ogromną rolę, zarówno pośrednio, jak i bezpośrednio" - mówi autorka analizy Marie Yap z Melbourne School of Population and Global Health w Australii.

Jak informują amerykańskie Centra Kontroli i Prewencji Chorób (CDC), depresja dotyka od 5 do 10 proc. nastolatków, a zaburzenia lękowe (łącznie z zespołem lęku napadowego) - około 25 proc. Brak ciepła ze strony rodziców, ich kłótnie, zbyt silne ingerowanie w życie dzieci, a także ich krytykowanie, ośmieszanie i karanie zostały przez badaczy uznane za czynniki sprzyjające rozwojowi zaburzeń depresyjnych i lękowych. Postawa rodziców pozwalająca dziecku na autonomię i posiadanie własnego zdania, przy jednoczesnym okazywaniu zainteresowania, była z kolei związana z niższym ryzykiem zaburzeń. "Z wielu czynników sprzyjających depresji styl rodzicielski jest tym, który można zniwelować. Kluczowym przesłaniem dla rodziców jest to, by próbowali wspierać swoje dzieci, okazywali im ciepło, byli otwarci, wyznaczali jasne granice, jednocześnie pozwalając dzieciom na zachowanie własnej autonomii, by mogły uczyć się na własnych błędach" - podsumowują badacze.

http://kobieta.onet.pl/dziecko/male-dziecko/rodzice-moga-przyczynic-sie-do-depresji-dziecka/ynpsp

Dobre Rady: Jak zachęcić dziecko, by dbało o zęby?

56 proc. polskich 3-latków ma zęby zaatakowane próchnicą, a 61 proc. nigdy nie było u stomatologa. W przypadku 6-latków, to już 86 proc. dzieci zmagających się z próchnicą – wynika z danych ogólnopolskiego programu „Monitoring Zdrowia Jamy Ustnej”.

Co roku liczby te rosną,. Winę w całości ponoszą rodzice, którzy nie potrafią zadbać o higienę jamy ustnej dzieci. Brakuje im nie tylko wiedzy, umiejętności, ale też chęci. Przy odrobinie wysiłku mycie zębów może stać się zabawą, a nie wzajemną torturą.
Pozwól wybierać

Bardzo ważne jest to, by dać dziecku możliwość samodzielnego wybrania akcesoriów. - Na rynku dostępnych jest wiele szczoteczek do zębów z bohaterami kreskówek. Pozwólmy maluchowi wybrać ulubioną szczoteczkę i pastę. Jednak niech będą to zestawy przeznaczone specjalnie dla dzieci. „Dorosła” szczoteczka ma zbyt dużą główkę i jest zbyt twarda, co może doprowadzić do powstania ran w jamie ustnej dziecka i powodować dyskomfort samego szczotkowania. Pamiętajmy też, by uczyć dzieci prawidłowego przechowywania szczoteczki i wymieniania jej, przynajmniej co 3 miesiące - radzi dr n. med. Mariusz Duda z Duda Clinic w Katowicach. Jeśli mamy taką możliwość, możemy kupić od razu dwie różne pasty dla dziecka, spośród których będzie mogło codziennie wybierać. Ważne jest także przygotowanie odpowiedniego kubeczka, którym dziecko będzie płukało usta. Niech będzie na nim imię malucha, pomalujcie go razem, zróbcie wszystko, by zabiegi pielęgnacyjne w łazience kojarzyły się z zabawą. Wyborowi nie może jednak podlegać sama kwestia szczotkowania. Nie pytaj więc: „Umyjemy ząbki?”, bo dajesz maluchowi możliwość udzielenia odpowiedzi odmownej.
Razem i przez zabawę

Spróbujcie myć zęby jednocześnie. Dzięki temu łatwiej będziesz kontrolować czas szczotkowania oraz jego technikę, co nie jest bez znaczenia. Statystyki podają, że aż 60 proc. dorosłych nie słyszało w ogóle o tym, że istnieją różne techniki szczotkowania zębów. Do odmierzania czasu możecie użyć zabawnie wyglądającego minutnika kuchennego lub ulubionej piosenki, która trwa odpowiednio długo. Możecie szczotkować swoje zęby nawzajem, ale tylko przy użyciu własnych szczoteczek! Pamiętaj, że próchnica jest chorobą zakaźną. Podaj dziecku lusterko, prowadź jego rękę i pokazuj jak należy prawidłowo wykonywać ruchy. Nazwijcie ząbki śmiesznymi imionami lub nazwami postaci z kreskówek. Niech maluch poczuje odpowiedzialność za to, aby jego bohaterowie byli czyści. Zmieniaj postaci sezonowo np. niech to Mikołaj czyści swoje reniferki. Nie strasz dziecka słowami: „Musisz myć ząbki, bo jak nie to będą chore i pójdziemy do doktora”. Przy najbliższej wizycie u stomatologa będziesz mieć jeszcze większy kłopot. Po udanym myciu powinna być niewielka nagroda. Kup cały zestaw tanich naklejek i niech maluch wkleja je do specjalnego albumu. Nie nagradzaj mycia zębów słodyczami. Możesz poszukać książeczek edukacyjnych i kolorowanek, które oswajają dzieci z zagadnieniami higieny jamy ustnej. Pamiętaj też, aby zabawa podczas szczotkowania odbywała się zawsze w łazience. Oglądanie bajek czy zabawa w pokoju w trakcie tego zabiegu mogą z czasem całkowicie odwrócić uwagę malca i sprawić, że przez kilka minut będzie trzymał szczoteczkę bezczynnie w ustach.
Strach przed dentystą

To my, dorośli, boimy się dentysty. Z danych portalu dentysta.eu wynika, że aż 81 proc. dorosłych Polaków cierpi na dentofobię. 6 proc. z nas całkowicie omija gabinety stomatologiczne, a 63 proc. udaje się do nich jedynie w razie przymusu. Jak nasze dzieci mają uwierzyć, że wizyta u dentysty to nic strasznego? - Ważne jest to, aby przyprowadzić dziecko do dentysty zanim konieczne będzie leczenie na tzw. wizytę adaptacyjną. Podczas niej maluch oswaja się z gabinetem, może usiąść na fotelu razem z mamą, poznaje sprzęty, ale co najważniejsze, nie doświadcza żadnego bólu. Takie wizyty często realizowane są w przedszkolach lub podczas dni otwartych, również w naszej klinice. Warto z nich korzystać, bo pierwsze wrażenie często okazuje się być tym kluczowym - wyjaśnia dr Mariusz Duda. W aspekcie wizyty u stomatologa, nie powinniśmy używać zaprzeczeń, takich jak: nie będzie bolało, nie bój się. Dzieci odbiorą to dokładnie odwrotnie: skoro mama wspomina o bólu tzn. że należy się go obawiać. Postawmy sprawę w kategorii przygody: będzie fajnie, zobaczymy coś nowego. Stosowanie symbolicznych upominków, takich jak pudełeczko na zęby czy naklejka może przynieść pozytywne rezultaty. Unikajmy jednak metody „coś za coś”. Może dojść bowiem do sytuacji, w której malec będzie żądał coraz to droższych zabawek. Jeśli w pewnym momencie konieczne będzie leczenie próchnicy, unikajmy opowieści o robakach, potworach i wierceniu. Nikt nie chce mieć robaków w buzi. Opowiedzmy o kolorowych plombach, porównajmy je do plasteliny, dajmy maluchowi możliwość wybrania koloru. Poszukajmy także kliniki, w której pracuje pedodonta i stosowane są rozwiązania najbardziej przyjazne dzieciom.

Jedną z ważniejszych kwestii jest czas, w którym rozpoczniemy higienę jamy ustnej malca. Już niemowlę powinno mieć regularnie przemywane dziąsła. Pierwsze ząbki są natomiast wyznacznikiem momentu, od którego powinna zacząć się systematyczna i odpowiednia pielęgnacja. Jej brak może mieć poważne konsekwencje, nie tylko zdrowotne, ale też finansowe.

http://zdrowie.dziennik.pl/dziecko/artykuly/445939,prochnica-atakuje-jak-zachecic-dziecko-by-dbalo-o-zeby.html