Pokazywanie postów oznaczonych etykietą problemy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą problemy. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 21 listopada 2013

SUWAŁKI: Matka: Mam już tego dość! Co zrobić z dzieckiem, które roznosi wszy?

Z wszawicą próbują walczyć nauczyciele suwalskich szkół i przedszkoli.

Niestety, ale do części rodziców bardzo trudno dotrzeć - narzekają. - Wszy przynoszą wciąż te same dzieci. Mamy bardzo ograniczone możliwości, by z tą prawdziwą już plagą walczyć.

- Nie mamy żadnych informacji, by w suwalskich placówkach oświatowych był z tym obecnie problem - mówi tymczasem Jarosław Filipowicz, rzecznik prasowy ratusza.

Trudno się temu dziwić, bo dyrektorzy poszczególnych przedszkoli czy szkół tego typu informacjami się nie chwalą. Z naszego rozeznania, opartego na doniesieniach Czytelników, wynika jednak, że już od paru tygodni bój z wszami trwa przynajmniej w kilku szkołach podstawowych oraz przedszkolach. Żeby nie robić niepotrzebnej sensacji, ich nazw nie wymieniamy.

Zaczęła się awanturować

- Mam już tego dość - opowiada jedna z matek, zachowująca nazwisko do wiadomości redakcji. - Co tydzień muszę dzieciom robić antywszawicową kurację. Córka, której obcięłam włosy na krótko, zaczyna mieć uczulenie na dostępne w sprzedaży preparaty. Kiedy powiedziałam o tym jej wychowawczyni, ta bezradnie rozłożyła ręce. Bo żadnego rodzica nie można zmusić, by skutecznie zwalczył wszy u swojego dziecka. Kiedy na zebraniu nauczycielka wyłożyła listę dotyczącą zgody na sukcesywne przeglądanie głów uczniów, nie wszyscy się podpisali.

W innej placówce udało się nawet ustalić, które dziecko przynosi wszy. Niemal na pierwszy rzut oka widać, że dziewczynka zadbana nie jest i o higienę w tej rodzinie nikt specjalnie się nie troszczy.

- Powiedzieliśmy o tym matce, to zaczęła się awanturować - opowiada pewna nauczycielka. - Nic więcej, zgodnie z prawem, zrobić nie możemy.

Nie ma problemu?

J. Filipowicz mówi, że rodzicom nie można nakazać, by do czasu wyleczenia wszawicy dziecko zostało wdomu. - To są oczywiście delikatne kwestie, przy których nauczyciele powinni zachować dyskrecję - dodaje. - Z naszego rozeznania wynika jednak, że poszczególne placówki dobrze sobie z tym radzą. Rozmowy z rodzicami odbywają się na osobności i odnoszą skutek. Nakazać niczego nie można, ale sugerować - tak. Rodzice tym sugestiom się zwykle poddają.
Nauczyciele komentują, że chodzi właśnie o tych, którzy poddać się nie chcą.

http://www.wspolczesna.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20131121/REG10/131119671

wtorek, 12 listopada 2013

Rozmowy w Toku mamo tato wasz rozwód zniszczył mi życie

"Rodzice rozwodząc się często mówią, że robią to dla dobra dziecka, tyle że jak pokazują historię naszych gości w dorosym życiu dorosłe dzieci rozwodników nie ufają nie angazują się w związku, są pełne leku i obaw, że historia się powtórzy i sami będą zmudzeni się rozwieść."

Mówi Ewa Drzyzga w rozmowach w toku.

Prowadząca programu w TVN podejmuje temat skutków jakie wynikają z rozwodu rodziców. Stawia pytanie "Co zrobić żeby rozwód rodziców nie kaleczył przy okazji dzieci.

Zapraszam do obejrzenia odcinka 1934, komercyjnej telewizji TVN
http://tvnplayer.pl/programy-online/rozmowy-w-toku-odcinki,63/odcinek-1934,mamo-tato-wasz-rozwod-zniszczyl-mi-zycie,S00E1934,3012.html

Przed obejrzenie może być konieczne zainstalowanie dodatkowej wtyczki.

poniedziałek, 11 listopada 2013

Tak go kochali, że prawie zabili cz 1

Krzyś pochodził z rodziny inteligenckiej, dobrze finansowo ustawionej. Ale coś się popsuło i małżeństwo się posypało. Sąd orzekł, że Krzyś zostanie przy matce. Ojciec nie pogodził się z tym, że ma zostać niedzielnym tatusiem. Uważał, że jego była żona to puszczalska idno moralne. I taka swołocz* nie będzie wychowywać jego syna! Uprowadził więc Krzysia. 
Wyjechał razem z dzieckiem do innego miasta. Ale Krzyś pytał dlaczego nie ma mamusi. I ojciec opowiadał, że musiał go uratować. 
-Do mamy przychodzą różni panowie, bandyci. Zawsze przychodzili. Zabiją mamę i ciebie.

Krzyś budził się w nocy, pytał: tatusiu jesteś, będziesz mnie pilnował? Tymczasem matka szalała z niepokoju o dziecko. Miała pieniądze więc najmowała detektywów, podkupowała różne osoby, żeby jej pomagały.
W końcu namierzyła Krzysia i po paru tygodniach "od-porwała". Wyjechali do innego miasta. I znów była, rozterka jak wytłumaczyć Krzysiowi, dlaczego żyją w konspiracji. -Tatuś jest chory, na głowę. Tatusia się trzeba bać, bo on chciał mamusię otruć i Krzysia też. Jak się tatusia zobaczy, to trzeba krzysczeć i uciekać, nie pozwolić się do siebie zbliżyć.

Tak mineło kilka tygodni. Tatuś w tym czasie szalał. Tropił, wynajmował detektywów... I uprowadził.

W ciągu pół roku Krzyś był porywany 8 razy. Za każdym razem słyszał, że matka to suka, przyjmująca bandytów, którzy go zabiją, albo że tatuś jest szalony i otruje go. Nieustannie żył w poczuciu zagrożenia, spragniony poczucia bezpieczeństwa. Gdy u matki po kilku dniach przekonywał się, że żaden bandyta ani matce, ani jemu nie urwał głowy, albo u ojca nie został otruty, uspokajał się. Na krótko.

Każde z rodziców uważało, że u nich dziecko się wyciszy. Żadne nie brało pod uwagę działań drugiej strony. Krzyś miał 5 lat, kiedy zmęczony całą tą sytuacją postanowił się zabić. Działo się to, gdy po raz kolejny usłyszał, że znów muszą uciekać, bo ojciec ich wytropił.

Zaczoł krzyczeć:
-Nie chcę, nie chcę uciekać!
Na oczach matki podbiegł do okna i wyskoczył z drugiego piętra.

Pytanie:
-Jak twoim zdaniem zakończyła się ta historia? Dopisz twoje zakończenie.